18 lipca 2016

Rozdział III



 Przepraszam, że dawno nie było rozdziału, wątpię, że ktoś w ogóle czyta tego bloga ale jednak jeśli ktoś jest to bardzo go przepraszam, miałam popracować nad nim już dawno ale nie miałam zbytniej weny.
Przechodząc dalej chciałabym wspomnieć, że ten rozdział pisałam "razem" z moją przyjaciółką tzn. chciałyśmy doprowadzić do spotkania postaci z jej bloga i mojego. Cóż nie wyszło zbyt superowo ale w końcu gdzieś tam skrycie myślałyśmy o takim czymś już od początku więc postanowiłyśmy wreszcie to zrealizować. nie przedłużając dłużej zapraszam do czytania
 ***

Wejście do „statku”, odizolowanie się od innych, poćwiczenie przywoływania, kłótnia z Agato i mała drzemka, prosty plan, który wypełniła anielica zaraz po wejściu do dziwnej, latającej maszyny, której lot przemieszczanie się, pseudo teleportacja czy też po prostu ruch powodował miłe kołysanie działające korzystnie na drzemkę jaką ucięła sobie białowłosa.

Poczuła lekki ucisk pozbawiający ją snu, oczywiście nie mogłoby to być co innego niż zwykła niewidzialna zbroja zaciskana magicznymi siłami przez wpatrzonego w nią głupim spojrzeniem anioła z czarnymi skrzydłami zwanego Agato, który obudził ją aby oznajmić jej o dotarciu na miejsce.

Klapa pokładu rozwarła się. Zobaczyła powierzchnię planety, właściwie była podobna do jej rodzimej Arkadii ale czegoś w niej brakowało, było na niej „zwyczajnie” a w powietrzu nie wyczuwała zbyt dużego stężenia magii. Przed nimi znajdowało się wiele wojowników, rozpoznawała rasy: elfów, smoków, było jeszcze kilku krasnoludów oraz sporo innych, które znała, ale gdyby je wymieniać każdy zanudziłby się na śmierć. Wszyscy stanęli w dwuszeregu w „równych” rzędach, ona stała za Agato, jego czarne skrzydła skutecznie zasłaniały jej widok, Szarona czasami zastanawiała co takiego mu zrobiła i co jest powodem jego wiecznych boleści do niej ale jej filozoficzne rozmyślania przerwał dźwięczny głos najprawdopodobniej królowej planety.

- Witam wszystkich przybyłych jestem królową Cimero, mam na imię Kiamenita, dziękuję, że przybyliście teraz możecie iść za moim posłańcem, zaprowadzi was on do hali, możecie tam zjeść i odpocząć dopóki nikt nas nie atakuje. – a potem dodała z uśmiechem na ustach. – musicie być bardzo wykończeni po podróży.
 Anielica miała wrażenie, że królowa jest bardzo nie rozgarnięta ale cóż, zdarza się. Poszła za posłańcem razem z resztą oddziału z Arkadii. Kroczyła za Agato, który rozwinął swoje specyficzne czarne skrzydła. Były ogromne więc nie mogła wyprzedzić go i pójść dalej, musiała przepychać się za nim w tłoku. Za nią szła kobieta, najprawdopodobniej pół smok, miała bladą zabarwioną na szaro cerę czarne oczy i tego samego koloru włosy, ta sama barwa była w jej pojawiających się gdzieniegdzie na ciele łuskach i nietoperzowych skrzydłach, które aktualnie miała zwinięte. Z jej ciemnoszarych wyglądających na pomalowane szminką ust wystawały kły co prawda niezbyt długie ale nadążające jej wrażenie drapieżności co kontrastowało z jej delikatnymi rysami twarzy. Pół smoczyca co chwilę nadeptywała na piętę Szarony i czasami syczała po smoczemu wystawiając jednocześnie na pokaz swoje kły. W tłumie wojowników nie było jednak wcale tak tłoczno jak mogłoby być, cała kompania poruszała się dosyć raźnie z tym, że Agato czasami nie dotrzymywał kroku i zwalniał przez co anielica musiała zacząć troszczyć się o swoje pięty. Niewątpliwie czarnoskrzydły anioł robił to specjalnie co można było wywnioskować po jego szyderczym uśmiechu, który jej zsyłał. 

Gdy dotarli do hali zajęła miejsce gdzieś w kącie, zjadła jakiś owoc, nie wiedziała co to ale był smaczny. Chwilę potem usłyszała dziwny odgłos i krzyki jakiejś kobiety. Wszyscy wstali z swych miejsc.

Wybiegła na dwór razem z resztą. Zobaczyła coś wielkiego, miało nietoperze skrzydła ale bardziej  zmutowane, cały zresztą był zmutowany, miał krótką szyję, w niektórych miejscach miał czarną sierść a w niektórych połyskujące łuski, pysk miał długi ale szeroki i spłaszczony na końcu jak u buldoga. Jego ciało było tak wielkie, że Szarona dziwiła się, że mimo iż również bardzo wielkie skrzydła były w stanie o unieść. Miał też długi ogon a z jego łap wychodziły długie szpony w których trzymał…

Szarona prawie zwymiotowała, potwór trzymał w szponach roztargane na strzępy ciało kobiety, trzymał je za ramiona a z roztarganego brzucha wylatywały różnej długości i koloru sznurki połączone z nogami. Twarz była zbyt zmasakrowana, by dało się rozpoznać kim była kobieta ale na jej ustach pozostało przerażenie.

 Nagle Szarona zauważyła więcej potworów, więcej ciał i nagle wszystko zwolniło a ona na chwilę zamarła w miejscu obserwując jak wygląda sytuacja. Wszyscy wybiegli i zaczęli walczyć z potworami tak jak mogli, jedni  miotali w nie płomieniami, lodem i różnorodnymi zaklęciami, drudzy bili je łukami a inni próbowali ich dosięgać ogromnymi mieczami.
 Nagle krzyk wyrwał ją z oszołomienia. Przeraziła się, spojrzała się w stronę skąd dochodził a jej magia wyrwała się w postaci tarczy. Na szczęście była to tylko dziewczyna, ciemnowłosa dziewczyna, królowa Cimero. Uspokoiła się ale nagle za plecami ciemnowłosej zobaczyła demona, mniejszego i innego niż ten pierwszy ale równie niebezpieczny. Użyła tarczy  na siebie i na dziewczynie po czym posłała w jego stronę  bardzo silny pocisk. Jego ciało rozleciało się na wiele małych fragmentów a krew i wnętrzności rozlały się na okrągłej tarczy otaczającej dwie nastolatki.

-Dziękuję za pomoc – powiedziała ciemnowłosa biorąc głęboki wdech.
- nie ma za co – Odpowiedziała Szarona również z ulgą. Tarcza utrzymywała się nad nimi i leciały z niej stróżki krwii. Anielica zbierała w sobie magię  na kolejny atak.
- OSŁANIAJ MNIE!! – Usłyszała po czym zobaczyła, że królowa wyrwała się z pod tarczy i biegnie w stronę zamku
„Co jej odwala?” – pomyślała ale od razu ruszyła za ciemnowłosą. Drogę zastąpiło jej kilka karłowatych demonów ale zmiotła je silnym atakiem. Dalszy bieg przeszedł bez zbytnich przeszkód, ale mimo wszystko utrzymywała silną tarczę wokoło siebie i dziewczyny. Dobiegły do kamiennego zamku a za nimi zatrzasnęły się ogromne wrota. Znajdowały się w pomieszczeniu a raczej dużym korytarzu, ściany były zrobione z cegły zdobione wieloma obrazami. Pod nimi rozpościerał się czerwony dywan, na końcu znajdowały się wysokie schody z kamienia.
- Stój co chcesz zrobić? W zamku nie jest już bezpiecznie. –powiedziała do królowej.
- Kryształ!! On tu jest, muszę go schować. – Wykrzyczała ciemnowłosa rzucając się w stronę schodów na końcu korytarza. Białowłosa pobiegła za nią, zatrzymała się przed wielką szafą na bodajże trzecim piętrze. Królowa otworzyła drzwi tejże szafy a ich oczom ukazał się wielki kryształ połyskujący białym jasnym światłem. Przez jedno z okien wparował nagle wielki demon, o wiele większy niż te karłowate knypki, które Szarona strząsnęła niedawno z powierzchni ziemi swoją magią i o wiele większy niż ten, którego anielica pokonała pociskiem, był o wiele większy niż pierwszy demon, którego zauważyła, tek który w swych szponach trzymał roztarganą kobietę. 

-Ma może z siedem metrów – wykalkulowała anielica. Szybko wzięła królową  za wolną rękę i pobiegła w stronę okna. Rozłożyła swoje wielkie skrzydła i poszybowała próbując wzbić się tak wysoko jak tylko mogła. Królowa również próbowała wspomóc ten lot mocą wiatru ale demon i tak je doganiał. Wtedy jakiś przypadkowy wojownik zasłonił mu drogę swoim ciałem, walczył z nim podczas gdy dziewczyny uciekały. Po chwili anielica i dziewczyna upadły boleśnie na ziemię. Czarnowłosa pobiegła w stronę nie wiadomo czego biorąc ze sobą klejnot, Szarona pobiegła za nią. Znalazły się nagle w dziwnym miejscu pełnym dziwnych stworzeń. Królowa wyprzedziła anielicę ale po chwili jej samej zastąpiły drogę  dwie postacie, ukłoniły się przed nią lub też przed kryształem, który trzymała w dłoni.
- Chodź! - Czarnowłosa machnęła do niej ręką. anielica spełniła polecenie. Znalazła się przed zamkiem, zamkiem, który cały okryty był porastającym go bluszczem i roślinami, które rodziły piękne kwiaty i owoce o różnych kształtach i kolorach ale większość miała czerwonawe odcienie i różnorodne koliste kształty. Zamek był tymi roślinami pokryty a liście i łodygi nadawały mu pewnego rodzaju elegancje i ostrość. Prawdopodobnie gdyby nie rośliny zamek byłby zwykłym romańskim spłaszczonym budynkiem ale nim nie był, rośliny pięły go ku górze i wyostrzały jego kształt. W miejscach gdzie murów zamku nie zasłaniały kwitnące kwiaty, łodygi ani liście pojawiały się na nim piękne szafirowe porosty. Jedynymi odstępstwami od kolorów odcienia zielonego były małe okrągłe okienka oraz oczywiście kwiaty i owoce.
  Podeszła do nich elegancko wyglądająca, wysoka szczupła kobieta zdecydowanie wyróżniająca się od reszty dziewcząt.
- Czy to kryształ światła? On nie zaginął? Po co go tutaj przyniosłyście? – Spytała się dosyć mocno poddenerwowanym głosem. Szarona niezauważalnie formowała magię łącząc kolejne cząsteczki próbując utworzyć magicznego chowańca. Wyglądał jak połączenie pandy małej z lisem a jego futro miało być czerwonawe, ale na razie był przeźroczysty i prawie całkowicie niewidoczny, tylko Szarona wiedziała o tym, że się tam znajduje.
- Jakieś wiedźmy napadły na Cimero, szukają kamienia, myślałam, że tutaj będzie dobre miejsce aby go schować.– Powiedziała królowa. Szarona zaczęła formować kolejnego chowańca takiego samego jak poprzedni.
- Chyba wiem, gdzie można go schować. Chodźcie za mną – powiedziała kobieta. Ciemnowłosa królowa, Szarona i jej grupka chowańców, które zdążyła wytworzyć udały się za kobietą przywódczynią. Przywódczyni namacała kamienną ścianę, coś pociągnęła a w podłodze odsłoniły się ukryte wcześniej poskręcane schody do podziemi zamku. Wszystkie trzy oraz armia chowańców anielicy zeszły po schodach. W podziemiach ukazał im się długi korytarz oraz pokryte porostami, grzybami i pleśnią ceglane ściany nie pasujące do reszty zamku. Podłogą była czysta ubita ziemia gdzieniegdzie wyłożona kamieniami. Na końcu korytarza znajdowały się wielkie drewniane pokryte porostem drzwi. Za nimi znajdowała się mała komnatka w niej dość spora skrzynia, w której znajdowała się druga skrzynka a w niej kolejna i kolejna. Do ostatniej skrzyni  czarnowłosa włożyła kryształ po czym druga wysoka kobieta zamknęła je wszystkie
- Kurozu – Krzyknęła kobieta po czym wokoło roztoczyła się fala energii. – Zaklnęłam skrzynie zaklęciem, każdy kto będzie próbował otworzyć ją zostanie porażony energią należącą do mnie oraz wszystkich innych dziewcząt w zakonie. – wzięła oddech – Możecie już odejść wezwę moje wojowniczki aby pilnowały kryształu wy obserwujcie czy te wiedźmy nie nadlatują. – dodała.
 Królowa Cimero wyszła najpierw z pomieszczenia a potem z całego zamku, anielica poszła za nią. Ciemnowłosa przysiadła na jednym z stopni schodków prowadzących do wejścia roślinnego pałacu. Szarona usiadła razem z nią. Obie były zdyszane i zmęczone, obie nieprzyzwyczajone do walki i jakiegokolwiek wysiłku fizycznego.
- W ogóle to jak się nazywasz? – dźwięczny głos królowej przerwał anielicy rozmyślania
- Szarona- odbąknęła anielica – A ty? powtórzysz mi jak miałaś na imię?
- Ja jestem Kiamenita. – Zapadła chwilowa cisza. Szarona popatrzyła na trawę, była bujna lekko bardziej zielona niż na pozostałych częściach planety. – Chodźmy, trzeba pomóc w walce. – dodała królowa, Szarona nie odpowiedziała, po prostu poszła za nią na pole bitwy. Nie minęło długo, aby zauważyły pierwsze ślady krwii i rozdartych ciał na szczęście większość stanowiły ciała potworów, Szaronie wydawało się, że jeszcze tylko chwila do zwycięstwa. Stworzyła tarczę magiczną i osłonęła nią siebie i jej nową znajomą, rozdzieliły się, anielica sama pobiegła w głąb bitwy a Kiamenita bardziej na prawo, w stronę kamiennego zamku, z którego odzyskały wielki klejnot. Gdy Szarona zobaczyła porozsiewane flakami skałami i krwią pole bitwy jej marzenia o prostej zwycięskiej bitwie rozwiały się. Wiedziała, że krew płynąca rzeczkami i różnorodne odnóża nią płynące w większości nie należały do „czarnych smoków”. Zobaczyła kilka postaci, ubranych w czarne zbroje wyglądające na jeśli to możliwe na polu bitwy bardziej eleganckie. Białowłosa postanowiła uklęknąć, schować się wśród skał i przyjrzeć się im bliżej. Postacie nie były z pewnością oddziałem z arkadii ani z innej z planet, przyzywały do siebie co chwilę coraz to nowe demoniczne istoty jakby znikąd.
-przyzywają je czy tworzą? - pomyślała Szarona – Nie to nie możliwe, nie tkają wici więc nie tworzą może przyzywają albo teleportują? – Rozmyślania przerwał błysk wielkich kłów, które pojawiły się za jej plecami.   Na szczęście instynkt jej organizmu zadziałał, ruchy anielicy przyśpieszyły się, natychmiast odskoczyła od ogromnych zębów potwora, który okazał się zdeformowany czarny tygrys, który w niektórych miejscach zamiast skóry coś co wyglądało na nieudolnie zespawaną czarną blachę. Zakończyła wtedy wiązanie swoich małych chowańców, które natychmiast zaskoczyły czarnego kotka raniąc go w stadzie swoimi kłami i pazurami. Po małej chwili z wielkiego potwora zostały źle zespawane kawałki blachy polane czerwonym sosem. „Moje zwierzątka działają lepiej niż myślałam” – pomyślała patrząc na uciesznie bawiące się w karmazynowej polewie lisie hybrydy.
 Miała zamiar wrócić do obserwacji „przyzywaczek” bo tak je nazwała ale one gdzieś zniknęły, w takim razie zaczekała i oddała się pracy.
  W kawałkach blachy pozostałych po tygrysie były drobinki jego istoty, które anielica wzięła do siebie i zaczęła wiązać, nie było to proste, zauważyła, że na Cimero jest inaczej, cząsteczki z jakimi musiała teraz pracować były „brudne i klejące się”, gdy tworzyła coś w Arkadii wszystko było czyste i bardziej magiczne, tutaj było to jak po prostu sztuczne nieudolnie podrobiona magia. Mimo wszystko sklejała dzielnie jedną cząsteczkę po drugiej aż w końcu udało jej się, przed sobą miała tygrysa, wielkiego, niebieskiego, muskularnego, charyzmatycznego tygrysa.
- Idź pomóc, zjedz je wszystkie - powiedziała klęcząc przed nim, wstała otrząsnęła się po czym w jej głowie coś zaszumiało, widziała biel potem czerń. Poczuła, że mdleje.

18 marca 2016

drobna mała informacja

Serdecznie witam czytelników mojego bloga (o ile istnieją). Tak jakby ktoś się zastanawiał blog funkcjonuje, nowy rozdział w drodze. Z tym też że nie zawsze jest ochota na pisanie.

 Postanowiłam z okazji sporej przerwy na blogu rozpocząć "nową serię" tzn. "Historia legendy i mity Arkadii" Będzie to trochę luźniejsze a myślę , że kogoś może zaciekawić, w rozdziałach wszystko musi się mniej więcej zgadzać i być logiczne a ja niekiedy mam z tym problemy a w mitach  legendach w sumie wszystko może się zdarzyć więc zawsze jest trochę łatwiej.

Mity Arkadii - Legenda o bogu, demonach i aniołach



Legenda głosi, że na początku nie było demonów, były tylko anioły i bóg oraz ci których on stworzył, bóg troszczył się o wszystkie rasy ale jedną postawił niżej od innych, były nią anioły, miały być sługami świata na zawsze uniżeni w świetle innych ras, bóg nie dbał o nie i karcił srogo za wszystko. Kiedyś podobno jednak był jeden, bardzo poważany wśród swoich towarzyszy anioł, który ośmielił się sprzeciwić bogu, poszedł on do niego i jako pierwszy z pierwszych ujrzał jego postać, zobaczył jego „twarz” a raczej maskę wykonaną z platyny zasłaniającą pół jego twarzy. Zbliżył się do niego i rzekł
- Nie będę ci więcej uniżony albowiem jesteśmy równi wszyscy więc zwolnij anielski lud aby ci już więcej nie poddawał ale, żeby był na równi z wszystkimi. – bóg tylko go wyśmiał po czym wyjął swój bicz i zaczął go chłostać, bił go i bił dopóty skóra jego nie stała się na zamiennie sina, przekrwiona i zwęglona a potem pokazał go reszcie aniołów aby również oni mieli nauczkę. Wygnał on wtedy jego na wieki z swojego królestwa ażeby zgnił samotnie ale tak się nie stało. Historia o anielskim śmiałku szybko obwiodła bożą krainę a w sługach wielebnego zaczął rodzić się bunt. Buntownicy jednak skończyli marnie jak ich protoplasta.
 Hronos bo tak miał na imię pierwszy buntownik znalazł jednak coś lepszego. Gdy był sam gdy wylizywał swe rany, których uleczyć się nie dało dostrzegł w sobie garstkę magii, garstkę której on nie mógł mu wydrzeć a Hronos tą garstkę podwoił i potroił aż w końcu stał się silny.
Wziął on swoją energię i pokazał innym których odnalazł w piekielnej pustce  a oni pokazali to tym, których bóg stworzył i postawił w kolejce przed nimi a oni ten dar przyjęli. Opowiedzieli im też buntownicy o tym co stwórca zrobił z nimi i jak nimi pomiatał a w sercach ras innych wielkich zrodził się wtedy żal smutek i wzruszenie. Wstawili się oni za Hronosem i jego ludem ale bóg nie wypuścił ich ale zagroził rasom że i ich ześle w otchłań.
 Rozgoryczony lud wtem zaczął podwajać i potrajać garstki swoich mocy a wtedy skierowali wszystko co mieli przeciw niemu a on choć walczył to ich  było zbyt dużo.
 I tak o to bóg został wygnany z krainy, którą ów wtedy nazwano Arkadią. Ale stwórca nie zniknął, choć przepędzony to jego pycha i duma zechciały odkupić i odzyskać świat i tak oto wziął on część siebie i stworzył jeszcze jeden lud, który nazwał ludźmi ale on nie dał mu garstki mocy którą obdarzył inne rasy, te które mu się przeciwstawiły. On swojemu ludowi dał cząstkę siebie, swoje ambicję, nienawiść do innych a i nieobliczalność w drodze do celu.


Legenda o bogu, demonach i aniołach. – autor nieznany.






31 października 2015

Rozdział II



Niebo zwróciło uwagę szarony .Wyjrzała przez okno i zobaczyła rozciągającą się bardzo ciemną chmurę. Było w niej coś niezwykłego. Przyglądała się jej gdy nagle do jej pokoju wszedł Agato.
- Chodź szybko, mam do ciebie sprawę.
- Jaką znowu sprawę!? Nigdzie z tobą nie idę. – Szarona nie przepadała za Agato i nie było to dziwne, zawsze ją wykorzystywał i robił jej wiele niemiłych rzeczy a wszystko dlatego, że chciał zdobyć jej moc. Dlatego też wiele razy eksperymentował na niej a kiedyś nawet na prawie cały tydzień zabrał ją do jakiejś groty nie wiadomo gdzie i testował na niej różne eliksiry. Do tego Szarona nie mogła nawet się mu w jakiś sposób przeciwstawić. Było  tak dlatego, że gdy była jeszcze mała użył na niej potężnego zaklęcia które zakuło ją w zbroję. Zbroja była ona lekka i nie przeszkadzała w niczym ale dzięki niej Agato mógł kontrolować ciało Szarony i przez to nie był to już  pancerz ale smycz. Gdy Agato nie używał zbroi stawała się niewidzialna i nie było można jej wyczuć dlatego nie przeszkadzała w życiu codziennym ale Szarona czuła ją przez cały czas, czuła dziwne uczucie skrępowania i zamknięcia które dawała.
- Idziesz ze mną i to koniec tego tematu. – Powiedział przerywając Szaronie myślenie o tym jak bardzo go nienawidzi które i tak po chwili wróciło.
- Nigdzie nie będę z tobą … - I właśnie w tej chwili Agato sprawił, że zbroja się zacisnęła a po chwili użył jej aby prowadzić Szaronę za sobą.
- Mówiłem, że to koniec tematu. – Powiedział i uśmiechnął się szyderczo. Zbroja Szarony była teraz widoczna i mocno zaciśnięta co sprawiało, że trudniej było jej oddychać i po chwili przez to zemdlała.
- Wreszcie. – Wyszeptał do siebie Agato, po chwili chwycił Szaronę i zarzucił ją sobie na plecy. – Nie będę na ciebie magii marnował skoro jesteś lekka j. – Wyszeptał i ponownie się uśmiechnął. Miał racje Szarona nie była zbyt ciężka jak i również wysoka miała może trochę więcej niż metr sześćdziesiąt wzrostu i ważyła może z pięćdziesiąt kilo ale w tej chwili nie chodziło o jej wymiary, Agato zszedł po schodach z zamkowej  wieży idąc potem do jakiegoś pomieszczenia. Było to „eleganckie” pomieszczenie z białymi ścianami i licznymi kolumnami z zdobieniami w stylu jońskim pośrodku znajdował się stół w kształcie elipsy zrobiony z jakiegoś rodzaju białego kamienia, był wypolerowany i błyszczał. Wokoło niego ustawione było osiem krzeseł zrobionych z bardzo jasnego drewna I białych nakładek na krzesła. Pod tym wszystkim rozpościerał się długi czerwony dywan z mieniącą się na złoto obszywką. Agato zrzucił Szaronę na ten dywan. Ocuciła się wtedy i właśnie miała wstawać ale Agato wtedy kopnął ją mocno w brzuch, ból był okropny, nie była wtedy wstanie nawet wydusić z siebie krzyku. Agato nie przejmując się ją zaczął wołać.
- Wróciłem! Przyprowadziłem ją! – Wtedy po krótkim czasie z pokoju obok przyszła trójka  ludzi, jeden z nich był już dość stary, miał długą szarą bro… (dobra nie będę opisywać, taki saruman :P) Drugi wyglądał raczej, jak nastolatek, jego włosy były koloru płomiennego a jego twarz pokrywały piegi. (pospolity rudzielec XD) A za to trzeci był bardzo podobny do Agato. Miał trójkątną twarz i lekko opaloną skórę jego czarne włosy były krótkie i uczesane do przodu. Miał wąskie usta i granatowe oczy których głęboki kolor można było dostrzec z daleka ale właściwie różnił się od Agato tylko kolorem i uczesaniem włosów. Gdy przyszli rudy i saruman usiedli przy stole a trzeci tylko oparł się o niego rękoma po czym zaczął mówić.
- A więc wreszcie przyszedłeś i przyprowadziłeś… - W tym momencie na chwilę zwrócił wzrok na Szaronę która klęczała przy stole na czerwonym dywanie – To jest ona? – Zapytał łagodnym głosem
- Tak to ona, mogłeś jej nie poznać, w końcu rzadko  wychodzi. – Szarona w ogóle nie rozumiała co się dzieje ale w razie czego już zbierała w sobie magię jak gdyby trzeba było kogoś jakimś czarem ogłuszyć…
- Miewam, że mimo wszystko będzie z niej dobra królowa. – Powiedział z elegancją w głosie ale po tym uśmiechnął się do Agato i wymienili się porozumiewawczym spojrzeniem. – Widzę, że jesteś już zaciekawiony o co tu chodzi mój bracie więc już wyjaśniam tobie i księżniczce o co chodzi, otóż całość wyjaśni wam Albin. – powiedział i usiadł na krześle wtedy też wstał rudzielec I zaczął się przedstawiać
- Witam cię drogi Dairi* oraz ciebie księżniczko wezwaliśmy was tutaj z bardzo ważnego na tą chwilę powodu, otóż otrzymaliśmy właśnie Informacje, że dawny bardzo silny artefakt, kryształ światła, który został uznany za zaginiony znajduje się gdzieś w  wewnętrznym archipelagi planet, podobno gdzieś niedaleko wyczuła to armia demonów, która wyszła z ich wymiaru i teraz podbijają razem z jakimiś przywódczyniami planety tego archipelagu, zasiali już pustkę na planecie Eris i Makemake, nie wiadomo co zresztą planet ale przypuszczalnie udają się na planetę Cimero.
- Przejdź do rzeczy Albin – Wtrącił się granatowo oki
- Właśnie przechodzę – Odpowiedział rudy – otóż planeta Cimero wysłała list z prośbą o pomoc do naszego wymiaru i kilku innych planet, normalnie zignorowalibyśmy to , ale po pierwsze planeta daje wysokie wynagrodzenie za pomoc a po drugie armia demonów z kryształem światła nie wyglądały by ciekawie więc zgodziliśmy się im pomóc.
- Albin streszczaj to – wtrącił się ponownie ale rudy kontynuował swoje przemówienie.
- To właściwie większość informacji które do nas doszły muszę jeszcze napomnieć, że Cimero jest podobno dość mocno rozwinięta technologicznie, więc może uda nam się wytargować parę interesujących rzeczy. Co do pomocy to akurat nie uda się zabrać wiele osób do podróży międzyplanetarnej  więc polecą tylko osoby, posiadające wyjątkowo mocne uzdolnienia magiczne lub fizyczne. Jeżeli chodzi o takowe osoby to chcielibyśmy wysłać pana, panie Dairi oraz księżniczkę. – Szarona zebrała już trochę magii ale nie czuła wyraźnego zagrożenia. Nie spodziewała się, że zostanie wysłana z Agato na jakąś planetę i była tym lekko zszokowana.
- A może to podstęp? – myślała i wtedy zauważyła, że nazbierała już całkiem spore ilości energii. Chyba jej aktywność magiczna została już zauważona bo „Saruman” patrzył na nią dziwnym wzrokiem. Przestała zbierać magię i zaczęła zastanawiać się dlaczego właściwie to ona ma lecieć na jakąś nieznaną planetę. Wtedy nagle Saruman wstał i użył jakiegoś elektrycznego zaklęcia przypominającego elektryczną kulę lecącą z ogromną szybkością w stronę Szarony. Niewiele myśląc wytworzyła wokoło siebie ogromną przeźroczystą tarczę. Pocisk uderzył tarczę rozszedł się po niej w postaci iskier ale nie uszkodziła jej.
- Tak jak myślałem – Powiedział starzec – Tarcza eteryczna wyższego poziomu… A już zaczynałem wątpić czy się nadajesz. – Uśmiechnął się dziwnym jak na jego wiek uśmiecham. Zresztą nie tylko on, wszyscy zaczęli się głupio cieszyć a „granatowo oczny” klepnął Agato po plecach –choć nie do końca wiadomo czemu.
Szaronę zmęczyło już to wszystko i gdy tylko miała okazję czmychnęła od tego do łazienki trochę się „wypindżyć” chociaż w jej przypadku to słowo stawało się trochę dziwne. Poszła do królewskiego wychodka i zamknęła się tam, nie lubiła gdy ktoś jej przeszkadza ani w ogóle nie lubiła towarzystwa, bynajmniej tego które mogła mieć w zamku. Łazienka była jedną z rzeczy, z których mogła być dumna jako księżniczka, jedną ścianę cało pokrywało lustro a raczej coś „lustropodobnego” to znaczy właściwie nadal lustro, ale lekko zniekształcające no i w niektórych miejscach miało z lekka inny kolor ale to była właśnie magia tego lustra. Kolejnym elementem łazienki był zlew, który swoim wyglądem przypominał raczej fontannę, z ściany w łazience wypływały dwa wypływy wody (ta wiem masło maślane ale nie mogłam znaleźć słowa) następnie wlewały się do mniejszych zlewków a tam w coraz to większe aż do największego. Oczywiście był jeszcze sedes aczkolwiek w porównaniu do reszty był on po prostu dziurą z wodą w wielkiej białej płycie, cała łazienka była biała, i  właściwie niewiele było innych kolorów.
  Szarona przejrzała się w lustrze no i cóż mimo iż była „nieogarnięta” wyglądała pięknie, jej białe włosy choć nieułożone to po prostu śliczne, zresztą cała była śliczna choć jej uroda była raczej urocza i lekko dziecięca, miała bladą cerę i jasno różowe wąskie usta ale najbardziej w sobie lubiła swoje oczy, głębokie błękitne źrenice otoczone czarnym okręgiem przypominały z nieco oczy psa haskiego w dodatku otaczała je druga czarna przestrzeń złożona z wielu rzęs. Wzięła szczotkę i uczesała swoje długie do pół uda włosy i związała je w wygodnego warkocza. Dodatkowo choć nie przepadała za makijażem spodobało jej się rysowanie na różnych częściach ciała specjalnymi barwnikami więc –gdy tylko pamiętała – rysowała sobie za pomocą takich barwników różowe serduszko.
 Gdy skończyła się „wypindżać” jak to potocznie lubiła mówić poszła do swojej komnaty i klasnęła w dłonie a z sufitu zsunęła się szafa z ubraniami. Nie do końca wiedziała jak się ma ubrać ale z tego co potem jej dopowiedzieli to na Cimero jest dość zimno choć nie ma tam śniegu. Szarona założyła więc białą bluzkę obszytą szarym materiałem sięgającą jej do okolic pępka z krótkimi zdobionymi koronką rękawami oraz krótką spódniczkę sięgającą połowy uda rozdzielającą się na końcu na krótsze i dłuższe części, dodała do tego rajstopy czy też długie skarpetki czy jeszcze coś innego, grube w białym kolorze sięgające lekko za kolano dając lekką przestrzeń między spódniczką a rajstopami. Do tego dodała jeszcze „bransoletki” to znaczy dzwoniaste rękawy z falbanami wiszące na miejscu bransoletek majestatycznie zasłaniające dłoń. Aby nie było jej zimno założyła cieniutki sweterek z wełny (a raczej czegoś przypominającego wełnę), który dawał jej ciepło ale nie przykrywał sobą pozostałej części jej wyglądu.
 Tak ubrana zeszła do dolnej komnaty gdzie czekał na nią Agato i lokaj niosący ze sobą dwa bagaże. Lokaj odprowadził ich do placu gdzie czekał już magiczny emanujący energią pojazd będący wielką kulą z dziurami, z których wydobywała się energia gdy statek był w ruchu, z środka statku wydobywała się drabina którą Szarona i agato wsiedli do pojazdu. Potem jeszcze kilka przystanków na arkadach (latające wyspy na Arkadii zwane arkadami po rozdzieleniu arkadii powstało ich wiele i zamieszkały na nich różne rasy) aby zabrać ze sobą innych wybranych z Arkadii do tej misji.