Spierdolenie Perfekcjonistycznej jakości:
Kiedy coś ci nie wychodzi i nie wiesz jak to zrobić żeby było idealnie więc zaczynasz widzieć w tym coraz więcej wad ostatecznie odrzucając całość na dłuższy okres czasu ażeby człowiek całkowicie zapomniał jak to zrobić dobrze.
19 maja 2019
12 kwietnia 2019
Duchy
Jeśli stworzenie w chwili swojej śmierci zachowało świadomość i wciąż mogło kontrolować swoją magię mogło mieć szansę przezwyciężyć prądy, które pośmiertnie zabierają duszę w inną stronę.
W takim przypadku istniała opcja, że dana istota wytworzy ze swojej mocy zamiennik ciała i będzie mogła egzystować w świecie żywych.
10 marca 2019
Rozdział 10 część 1
- Chodź Pipo. - Powiedziała żartobliwie i wskazała wzrokiem na las.
- Tak, już idę - Ruszyła za nią.
- Znajdziemy jakieś ubrania i jedzenie... - zamyśliła się na chwilę wyraźnie wymieniając w pamięci potrzebne im dobra.
- Zdecydowanie przydałoby się nam coś do picia.- Odrzekła czarnowłosa przewidując tok myślenia Szarony i dodała pouczająco. - Bliższa nam śmierć z pragnienia niż głodu.
- Yhym. -przytaknęła. - ale w tym lesie chyba nie aż tak trudno będzie z wodą - Zaciągnęła się haustem wilgotnego powietrza, znajdowały się na obrzeżach lasu, gdzie to czym oddychały było już zdecydowanie bardziej wodniste a wchodziły coraz dalej, w czarną czeluść drzewnego sacrum, gdzie prawie jedyne światło pochodziło z ciekawych, niebieskich porostów otaczających drzewa, paproci i bulw na ziemi o dziwnej zdolności luminescencji. Przystanęły na chwilę.
- To co, szukamy źródła wody? - zwróciła się Kiamenita, rozglądająca się wokół podobnie jak jej towarzyszka.
- Yhym - Odchrząknęła Szarona - Całkiem tu ładnie nie sądzisz - Wodziła wzrokiem rozkojarzona lekko przez otoczenie
- Taaak - zgodziła się cicho - ale choć już, nie traćmy czasu, niewiadomo, czy znajdziemy jakieś źródło wody, a im szybciej tym lepiej. - Białowłosa nie odpowiedziała, tylko przyspieszyła kroku na potwierdzenie. Sama nie uważała, że znalezienie czegoś do picia będzie problemem ale sama idea nie tracenia czasu wystarczająco ją ujęła, szczególnie w nieznanym miejscu. Trochę wstyd jej było przyznać ale nie miała zielonego pojęcia o tym gdzie się teraz znajdują, wiedziała tylko jedno, jakoś sobie poradzą.
w miarę ich marszu krajobraz coraz bardziej się zmieniał, naturalne światło właściwie zniknęło, pozostało te wyprodukowane magicznie przez rośliny. Drzewa rosły jakby gęściej, można było dostrzec większe zróżnicowanie ich gatunków, chociażby po korze i kształcie korzeni. Właściwie było ich tak wiele, że przestrzeń zdawała się ograniczać przez nie zarówno na boki jak i z góry, niewysoko wyrastające konary tworzyły wraz z mniejszymi gałęziami niemalże sufit z zaledwie kilkoma otworami, przez które dało się dostrzec jaśniejsze plamy, które tak czy siak w żaden sposób nie mogły zwalczyć mroku lasu.
Nagle jakby milion małych okruchów światła pojawiło się przed nimi oślepiając je swym blaskiem. po chwili, gdy przejrzały na oczy zobaczyły oddalającą się grupę szybkich, latających błękitnych stworzeń.
- Co to było?! - Niejako wykrzyknęła szeptem Kiamenita.
- Kiaskusy, świetliste motyle. Do teraz widziałam je tylko w księgach. - odpowiedziała cicho, przyglądając się im tak długo jak tylko mogła je widzieć oczarowana ich gracją.
W jednej chwili stworzenie wielkości ludzkiej ręki wyskoczyło z drzewa i pochwyciło kilka jaskrawych stworzeń, stado motyli rozpierzchło się by po chwili znów móc wrócić do zwartego szyku. Białowłosa nie była w stanie określić czym to zwierze było, natychmiast po tym jak go dostrzegła ukryło się one w ciemności. właściwie wcale by go nie zauważyła gdyby nie fakt, że stworzenia, na które zapolował na chwilę oświetliły jego zarys.
- Widziałaś to? - Wzdrygnęła się Kiamenita
- Cóż - westchnęła białowłosa - Wygląda na to, ze nie jesteśmy tu same. - Ale nie bój się, jakoś sobie poradzimy, nie zapominaj, że jestem magiem.
- Dobra , też przeważnie jestem magiem, jeśli mogę używać swoich mocy - Przez ciemność nie dało się zobaczyć wyrazu twarzy Kiamenity ale ton głosu brzmiał jakby miała do niej pretensje
- Będziesz mogła używać swoich mocy, niedługo pokażę ci o co biega, po prostu może to zająć trochę czasu więc proponuję najpierw zająć się znalezieniem schronienia. - wytłumaczyła się trochę zakłopotana, nie znosiła gdy ktoś miał do niej jakąś ansę.
- Dobrze, po prostu - zmieniła ton na łagodny. - nie jestem przyzwyczajona do ta... - Zdanie przerwał jej dziwny odgłos, obie zamarły na chwilę, złapały się za ręce. Coś co wydało z siebie przed chwilą przenikliwy ryk sądząc po odgłosach kroków zmierzało właśnie w ich stronę.
- Tak, już idę - Ruszyła za nią.
- Znajdziemy jakieś ubrania i jedzenie... - zamyśliła się na chwilę wyraźnie wymieniając w pamięci potrzebne im dobra.
- Zdecydowanie przydałoby się nam coś do picia.- Odrzekła czarnowłosa przewidując tok myślenia Szarony i dodała pouczająco. - Bliższa nam śmierć z pragnienia niż głodu.
- Yhym. -przytaknęła. - ale w tym lesie chyba nie aż tak trudno będzie z wodą - Zaciągnęła się haustem wilgotnego powietrza, znajdowały się na obrzeżach lasu, gdzie to czym oddychały było już zdecydowanie bardziej wodniste a wchodziły coraz dalej, w czarną czeluść drzewnego sacrum, gdzie prawie jedyne światło pochodziło z ciekawych, niebieskich porostów otaczających drzewa, paproci i bulw na ziemi o dziwnej zdolności luminescencji. Przystanęły na chwilę.
- To co, szukamy źródła wody? - zwróciła się Kiamenita, rozglądająca się wokół podobnie jak jej towarzyszka.
- Yhym - Odchrząknęła Szarona - Całkiem tu ładnie nie sądzisz - Wodziła wzrokiem rozkojarzona lekko przez otoczenie
- Taaak - zgodziła się cicho - ale choć już, nie traćmy czasu, niewiadomo, czy znajdziemy jakieś źródło wody, a im szybciej tym lepiej. - Białowłosa nie odpowiedziała, tylko przyspieszyła kroku na potwierdzenie. Sama nie uważała, że znalezienie czegoś do picia będzie problemem ale sama idea nie tracenia czasu wystarczająco ją ujęła, szczególnie w nieznanym miejscu. Trochę wstyd jej było przyznać ale nie miała zielonego pojęcia o tym gdzie się teraz znajdują, wiedziała tylko jedno, jakoś sobie poradzą.
w miarę ich marszu krajobraz coraz bardziej się zmieniał, naturalne światło właściwie zniknęło, pozostało te wyprodukowane magicznie przez rośliny. Drzewa rosły jakby gęściej, można było dostrzec większe zróżnicowanie ich gatunków, chociażby po korze i kształcie korzeni. Właściwie było ich tak wiele, że przestrzeń zdawała się ograniczać przez nie zarówno na boki jak i z góry, niewysoko wyrastające konary tworzyły wraz z mniejszymi gałęziami niemalże sufit z zaledwie kilkoma otworami, przez które dało się dostrzec jaśniejsze plamy, które tak czy siak w żaden sposób nie mogły zwalczyć mroku lasu.
Nagle jakby milion małych okruchów światła pojawiło się przed nimi oślepiając je swym blaskiem. po chwili, gdy przejrzały na oczy zobaczyły oddalającą się grupę szybkich, latających błękitnych stworzeń.
- Co to było?! - Niejako wykrzyknęła szeptem Kiamenita.
- Kiaskusy, świetliste motyle. Do teraz widziałam je tylko w księgach. - odpowiedziała cicho, przyglądając się im tak długo jak tylko mogła je widzieć oczarowana ich gracją.
W jednej chwili stworzenie wielkości ludzkiej ręki wyskoczyło z drzewa i pochwyciło kilka jaskrawych stworzeń, stado motyli rozpierzchło się by po chwili znów móc wrócić do zwartego szyku. Białowłosa nie była w stanie określić czym to zwierze było, natychmiast po tym jak go dostrzegła ukryło się one w ciemności. właściwie wcale by go nie zauważyła gdyby nie fakt, że stworzenia, na które zapolował na chwilę oświetliły jego zarys.
- Widziałaś to? - Wzdrygnęła się Kiamenita
- Cóż - westchnęła białowłosa - Wygląda na to, ze nie jesteśmy tu same. - Ale nie bój się, jakoś sobie poradzimy, nie zapominaj, że jestem magiem.
- Dobra , też przeważnie jestem magiem, jeśli mogę używać swoich mocy - Przez ciemność nie dało się zobaczyć wyrazu twarzy Kiamenity ale ton głosu brzmiał jakby miała do niej pretensje
- Będziesz mogła używać swoich mocy, niedługo pokażę ci o co biega, po prostu może to zająć trochę czasu więc proponuję najpierw zająć się znalezieniem schronienia. - wytłumaczyła się trochę zakłopotana, nie znosiła gdy ktoś miał do niej jakąś ansę.
- Dobrze, po prostu - zmieniła ton na łagodny. - nie jestem przyzwyczajona do ta... - Zdanie przerwał jej dziwny odgłos, obie zamarły na chwilę, złapały się za ręce. Coś co wydało z siebie przed chwilą przenikliwy ryk sądząc po odgłosach kroków zmierzało właśnie w ich stronę.
09 lutego 2019
Wanny głos #9
Nigdy mi nie wychodzi.
Zawsze mi nie wychodzi.
Nigdy i Zawsze to podobno przeciwieństwa, a jednak powyższe zdania funkcjonują jak synonimy. Taki paradoks, pewnie każdy zauważył go już dawno temu.
Mimo, iż z czystej logiki jeśli chcemy przekazać stopień swojego nieudacznictwa, powinniśmy ująć to słowami Zawsze - w każdej jednej chwili, każdym jednym momencie, mi - słowo określa, że mówimy o swojej osobie, nie - zaprzecza wyrazowi po nim, wychodzi - może oznaczać, że ktoś wychodzi z jakiegoś pomieszczenia ale w tym wypadku chodzi raczej o osiągnięcie sukcesu.
Tak ujęte zdanie ma swój sens logiczny ale jednocześnie w zestawieniu z drugim wymienionym zdaniem wydaje się "gorzej brzmieć", Nigdy mi nie wychodzi - Brzmi lepiej a przecież z czysto logicznego punktu widzenia Nigdy - Określa, że jakaś rzecz, sprawa się po prostu nie dzieje, czy więc zdanie "Nigdy mi nie wychodzi" Nie powinno być synonimem do "Zawsze mi wychodzi"
Ciekawa sprawa. I w sumie trudna.
Zawsze mi nie wychodzi.
Nigdy i Zawsze to podobno przeciwieństwa, a jednak powyższe zdania funkcjonują jak synonimy. Taki paradoks, pewnie każdy zauważył go już dawno temu.
Mimo, iż z czystej logiki jeśli chcemy przekazać stopień swojego nieudacznictwa, powinniśmy ująć to słowami Zawsze - w każdej jednej chwili, każdym jednym momencie, mi - słowo określa, że mówimy o swojej osobie, nie - zaprzecza wyrazowi po nim, wychodzi - może oznaczać, że ktoś wychodzi z jakiegoś pomieszczenia ale w tym wypadku chodzi raczej o osiągnięcie sukcesu.
Tak ujęte zdanie ma swój sens logiczny ale jednocześnie w zestawieniu z drugim wymienionym zdaniem wydaje się "gorzej brzmieć", Nigdy mi nie wychodzi - Brzmi lepiej a przecież z czysto logicznego punktu widzenia Nigdy - Określa, że jakaś rzecz, sprawa się po prostu nie dzieje, czy więc zdanie "Nigdy mi nie wychodzi" Nie powinno być synonimem do "Zawsze mi wychodzi"
Ciekawa sprawa. I w sumie trudna.
26 stycznia 2019
Skrzydła - Niestałość ; Wyrost
Skrzydła mimo iż z zasady są atrybutem anioła tak naprawdę nie są jego "trwałą" częścią.
Podobno są one fragmentem duszy, który dzięki magii może się zmaterializować, nie zawsze jednak materializuje się w ten sam sposób, można tym manipulować, tak jak się to robi z magią o ile jest się dobrym w paraniu tą niezwykłą mocą.
Skrzydła wyrastają z zaczątka. Jego miejsce też nie jest jasno ustalone, tak naprawdę nawet to można zmienić, (anioły jako rasa są dość chaotyczne) ale przy narodzinach prawie zawsze kikuty skrzydeł ( dopiero z nich wyrastają skrzydła) znajdują się gdzieś pod naplecnikami, gdyby wbić włócznię między skrzydła przebiłaby ona mostek i serce.
Podobno są one fragmentem duszy, który dzięki magii może się zmaterializować, nie zawsze jednak materializuje się w ten sam sposób, można tym manipulować, tak jak się to robi z magią o ile jest się dobrym w paraniu tą niezwykłą mocą.
Skrzydła wyrastają z zaczątka. Jego miejsce też nie jest jasno ustalone, tak naprawdę nawet to można zmienić, (anioły jako rasa są dość chaotyczne) ale przy narodzinach prawie zawsze kikuty skrzydeł ( dopiero z nich wyrastają skrzydła) znajdują się gdzieś pod naplecnikami, gdyby wbić włócznię między skrzydła przebiłaby ona mostek i serce.
12 stycznia 2019
Wanny głos #8
Nie wiesz czasem czy masz się czuć zaniepokojonym czy też szczęśliwym, o fakt istnienia ludzi bardziej niezorganizowanych i zdegenerowanych niż ty ;/
Subskrybuj:
Posty (Atom)